Bulwar Filmowy - blog filmowy
  • STRONA GŁÓWNA
  • FILM
    • RECENZJE
    • ARTYKUŁY
    • MUZYKA FILMOWA
    • HISTORIA FILMU
    • WYDARZENIA
    • KSIĄŻKI FILMOWE
    • NAGRODY
    • RANKINGI
    • KONKURSY
    • PROJEKTOR - FILMY NA STRYCHU
  • LUDZIE FILMU
    • AKTORZY
    • REŻYSERZY
    • SCENARZYŚCI
    • PRODUCENCI
    • ROZMOWY
  • GALERIA
  • O MNIE
  • KONTAKT
    • E-MAIL
    • WSPÓŁPRACA


John Carney dał się poznać jako ekspert w odzwierciedlaniu na szklanym ekranie, magii tworzenia muzyki. W Once obdarował widzów piękną, minimalistyczną historią dwojga zagubionych ludzi przepełnionych marzeniami i pragnieniami. W 2013 roku przenieśliśmy się z ulic Dublina do Nowego Jorku, gdzie Dan Mulligan ekscentryczny, nieco nieprzewidywalny producent muzyczny, stawia wszystko na jedną kartę – Grettę, skromną dziewczynę o wielkim potencjale. Teraz autor powraca do pierwszego z miast, ponownie dając nam świadectwo mocy muzyki, a także więzi braterstwa, ukazując jednocześnie możliwości jakie daje młodość. 

Carney opowiada  historię, w której odnajdziemy wątki autobiograficzne sięgające jego dzieciństwa. Jak wspomniał w jednym z wywiadów nie był typem sportowca, ani naukowo uzdolnionego dzieciaka. Założenie zespołu i gra na gitarze pozwoliła mu odnaleźć własną tożsamość i kierunek, w którym pragnie podążać. Po latach twórca wraca do tych wydarzeń i zaprasza nas w wyjątkową podróż przepełnią muzyką The Clash, A-HA czy The Cure. 

Lata osiemdziesiąte, klasa robotnicza w Irlandii, początki ery MTV i Cosmo zahipnotyzowany przez teledysk do piosenki Rio, Duran Duran. Chłopak postanawia założyć zespół, a przyczynkiem staje się, jak w przypadku wielu innych, chęć zaimponowania dziewczynie.


Sing Street to ten rodzaj historii, w której marzenia mają znaczenie. Trzeba jedynie odrobinę śmiałości by zaryzykować i sięgnąć po nie. W tym przypadku oznacza to założenie grupy, noszenie makijażu, mimo, że jest się chłopakiem i znalezienie odwagi by porozmawiać z dziewczyną, którą widzi się codziennie w drodze do szkoły. Oczywiście marzenia zawsze zderzają się z rzeczywistością i każdy z nas uczy się twardej lekcji życia. Można jednak przekuć to w coś dobrego, kiedy piątka niepopularnych i nieznających się dzieciaków zakłada zespół.

Twórca zatapia się w magii lat osiemdziesiątych i doskonale pokazuje ich wpływ na Conora, jego rodzinę i przyjaciół. „Jestem futurystą!” deklaruje chłopak i wraz z resztą grupy stara się odnaleźć własne brzmienie próbując różnych stylów, zarówno w muzyce, jak i w modzie. Przez kolejne kadry tej opowieści słyszymy więc mnóstwo znanych kawałków, ale to oryginalne utwory są absolutnie wspaniałe, wyzwalając w tych dzieciakach prawdziwą miłość do tego co robią. Biorąc pod uwagę ich amatorskie teledyski, robione z ogromnym oddaniem, nietrudno pomyśleć o Once i korzeniach samego Carney’a. Jest on także współautorem piosenek granych przez Sing Street, po przesłuchaniu których najprawdopodobniej obudzą się w was taneczne umiejętności. 

Chociaż film zapowiadany był jako opowieść o miłości to sięga znacznie głębiej. Napisy końcowe odkrywają przed nami dedykację: „dla wszystkich braci” i nie dzieje się to bez przyczyny. Najistotniejszą relacją w obrazie jest bowiem, ta łącząca Conora ze starszym bratem. Brendan przyjmuje rolę mentora, dzieląc się zdobytym do tej pory doświadczeniem i wspierając muzyczne poszukiwania. Zanurzony we własnych, utrąconych marzeniach pragnie ustrzec Cosmo przed popełnieniem tych samych błędów.


Kiedy muzyka na chwilę odchodzi na drugi plan ukazuje się nam szerszy obraz historii. Rodzice chłopaka rozwodzą się, Brendan coraz mocniej odczuwa utracone szanse, zaś Raphina każdego dnia zmaga się ze swoją samotnością. Cosmo będąc gdzieś po środku, przeżywając własne, młodzieńcze rozterki, stara się przemienić wszystkie te dramaty w utwory. Całość sprawia, że film jest jak twórczość The Cure „radosna/smutna”.

John Carney ponownie imponuje przekraczając granicę dźwięku w głowie widza, tworząc idealnie wyważoną przestrzeń między realizmem a muzycznym fantasy (scena inspirowana Powrotem do przeszłości trafia na listę moich ulubionych muzycznych momentów). Historia wznosi się z bólu i radości, które dostarcza pierwsza miłość, poczucie niezależności i satysfakcja z twórczej pasji. To niesamowita kombinacja tkliwości i radości, czego następstwem jest kilka magicznych scen, które zapadną w pamięć i wywołają szeroki uśmiech na twarzy. Jest to oda do dorastania i pogoni za marzeniami w świecie, w którym nie ma dla nich miejsca. Tęsknota za nieznanym i chęć ucieczki z miejsca, które jest zbyt małe dla rosnących pragnień.

Opowieść nie ustrzega się od gatunkowych klisz, ale ubrana w autorski styl Carney’a tworzy osobliwy muzyczny spektakl z nietuzinkowymi bohaterami. Sing Steet przypomina nam, że powinniśmy starać się osiągnąć wszystko, co możemy niezależnie od zasobów, które mamy i bez względu na to, jak niewystarczający czujemy się w danym momencie. Przesłanie filmu jest głośne i wyraźne: rób to co kochasz i nie spoglądaj za siebie.

Wielu z nas zastanawia się pewnie, jak wyglądać będzie przyszłość naszej cywilizacji.  Austriacki dokumentalista Nikolaus Geyrhalter w swoim najnowszym dokumencie Homo Sapiens tworzy swego rodzaju kronikę teraźniejszości, która tak wiele mówi o naszej przyszłości, w której zaniedbanie człowieka i czas zbierają swoje żniwo. Bezsłowny zbiór ujęć jest jak wystawa w muzeum czy domu sztuki, zapraszająca widzów, by zatrzymali się na moment i dali się jej pochłonąć. Ruchome fotografie, które widzimy na ekranie mówią więcej niż tysiące słów. Mogą stanowić dowód na to, jak bardzo ludzkość przyczyniła się do zniszczenia naszej planety. Powinny też stać się przestrogą. Twórca nie wykorzystuje muzyki ani lektora wyjaśniającego przesłanie obrazu, który może zapierać  dech w piersiach, ale i niepokoić.

Puste przestrzenie, zniszczone, opuszczone domy, biura, centra handlowe, szpitale, kościoły... Homo Sapiens to historia o nieskończoności i kruchości ludzkiej egzystencji, która ma wyostrzyć nasze spojrzenie na teraźniejszość. Pamiętajmy, że świat przyrody będzie nadal żyć pomimo naszej nieobecności.

Geyrhalter używa statycznych ujęć, w których jedyny ruch to wiejący wiatr czy pojedyncze zwierzęta. Jest to ten rodzaj filmu, który pozostawia nas z pytaniami. Siedząc w kinie pełnym ludzi i widząc sceny z realnego świata, gdzie ani przez chwilę nie pojawia się człowiek, przechodzą przez naszą głowę różnorodne refleksje. Jest to jednocześnie ciekawe, straszne i smutne.

Film skupia się na obserwacji. W pierwszym odczuciu mamy wrażenie, że twórca pokazuje jedynie  niewielką wioskę, ale z każdym kolejnym kadrem perspektywa się poszerza. Widzimy cztery strony świata podczas czterech pór roku.





Fuck for Forest to spojrzenie na uniwersum, które wydaje się być reliktem minionej epoki – epoki wolnej miłości lat sześćdziesiątych. Hipisi wierzyli, że może ona uczynić świat lepszym, a bohaterowie dokumentu Marczaka idą o krok dalej. Niewielu z nas potrafi wyobrazić sobie wspólny mianownik pomiędzy internetową pornografią a ekologią. Fuck for Forest już w swojej nazwie łączy te dwa pojęcia, prezentując swoją koncepcję i deklarując jednocześnie, jak mało dbają o to, co o tym myślisz. Dokument przygląda się strukturze i poczynaniom tytułowej grupy. W dziwnym połączeniu niezobowiązującej miłości i ratowania planety, dzieciaki uprawiają seks i zachęcają innych do tego samego oraz publikowania fotorelacji i filmów na ich stronie internetowej. W rezultacie pornografia ta sprzedawana jest w celu pozyskania funduszy na ratowanie lasów tropikalnych. 

Obraz śledzi losy czterech kluczowych członków grupy: Leony, Tommy’ego, Natty i Danny’ego (wraz z entuzjastycznym Kaajalem) oraz ich poczynania w Berlinie i podczas podróży do Amazonii. Przyglądając się im, odnosimy wrażenie, że żyją oni w nie do końca  realnym świecie: nie chcą nigdy dorosnąć, w czym w dużym stopniu pomagają im narkotyki. Jest coś przykrego w patrzeniu na tych młodych ludzi, którzy stają się dla siebie nową "rodziną", ponieważ nie są wstanie odznaleźć jej nigdzie indziej. Ich naiwna determinacja, by poszukać sposobu na zrobienie czegoś dobrego, wykorzystując w tym celu  pornografię staje się przyczynkiem do poznania ich życiowej podróży.


Dokument można podzielić na dwie zasadnicze części. W pierwszej zostajemy zaproszeni do świata Fuck for Forest – poznajemy bohaterów i ich codzienne życie oraz zmagania. W drugiej, znacznie bardziej absorbującej połowie obrazu, towarzyszymy im w ich podróży do Brazylii. Okiem kamery obserwujemy ciekawe zderzenie dwóch zupełnie różnych kultur i mentalności. Aktywiści, mimo różnic dzielących ich z tubylcami, zostają dobrze przyjęci, jednak kiedy dojdzie do zaprezentowania celu ich wizyty gorzko się rozczarują. Czy ich założenia inspirowane idealizmem są najlepszym modelem na ochronę środowiska? Jak prosta społeczność amazońskich lasów przyjmie ich metody pozyskiwania funduszy? I czy spełniają oni ich realne, codzienne potrzeby? Ideały zderzą się z rzeczywistością.

Twórca w kolejnych kadrach nie ocenia poczynań i motywacji tych młodych ludzi. Obejmuje ich poglądy szerokim spojrzeniem, ukazując ich entuzjazm i wiarę w to, że internetowa pornografia może ocalić planetę. Widzowie mają szansę dostrzec zarówno zalety jak i wady tej subkultury oraz poznać motywacje i punkt widzenia jej członków.

Fuck for Forest to dokument niejednoznaczny, który stara się zachować bezstronność, dając tym samym możliwość wyciagnięcia własnych wniosków. Niedopowiedziany pozostawia nas z pytaniami: prowokacja czy działanie w słusznej sprawie? Co jest bardziej obsceniczne i niemoralne: korzystanie z seksualności „w słusznej sprawie” czy niszczenie naszego środowiska naturalnego?


PROLOG – „ZBUNTOWANI” – wstęp wolny
13.05. – piątek, Klub Mózg, ul. Gdańska 10, Bydgoszcz, g. 21.00



















Wszyscy zgadzamy się, że filmy pozwalają nam uciec, ale wiemy także, że oferują nam coś więcej niż prostą ucieczkę. Ruchome obrazy zabierają nas do miejsc, w których nigdy wcześniej nie byliśmy, dają nam możliwość wejścia w skórę osób tak różnych od nas samych. Oferują nam okno na świat. Poszukujemy w nich czegoś wykraczającego poza to, co nam znane, ale przewortnie, często najbliższe jest nam to, co nieobce. Kino pozwala nam poczuć delikatność sukien Scarlett O’Hary, zapach krwi tryskającej z kadrów Pulp Fiction czy doznać zastrzyku adrenaliny razem z Sylvestrem Stallone. Odczuwamy wraz z bohaterami ich wzloty i upadki, zaczynamy myśleć i czuć jak oni. Filmy mają moc, by połączyć nas z innym uniwersum nawet wtedy, gdy poróżujemy z naszej kanapy.

Na pewno chociaż raz, przytrafiło Wam się to fascynujące doświadczenie filmowej magii. Chwila ta, to czas, kiedy wpatrzeni jesteśmy w ekran i nic nie może zakłócić przeżywanych właśnie emocji. Historia pochłania nas bez reszty. Zauważyłam jednak, że im jesteśmy starsi, tym te wyjątkowe momenty zdarzają się jakby rzadziej. Kiedy byliśmy dziećmi, wszystko było dla nas magiczne i nowe. Jako dorośli chcemy odnaleźć tę cząstkę siebie i móc czerpać pełną radość z filmowych historii. W młodości mieliśmy zdecydowanie więcej czasu na ich oglądanie, ale także na proste zachwycanie się. Nie miało znaczenia, czy twórca jest ceniony w światku filmowym, czy ma Oscary na swoim koncie. Liczyło się, że historia rozbudza skrzydła fantazji, pozwalając przenieść się z tu i teraz do innego czasu i miejsca. Doświadczenie ekranowych emocji nie kończyło się wraz z napisami końcowymi. Dziś, nasze rozmyślania o większości obrazów kończą się jeszcze tego samego wieczoru. Oczywiście, nic nie jest nigdy tylko czarno-białe. Na szczęście, w wielu z nas pozostał jeszcze ten dzieciak, który ekscytuje się na samą myśl o nowych filmowych tytułach, ma swoich ulubionych twórców, a o kinie może rozmawiać godzinami. Jednak stając się tzw. miłośnikami, zaczynamy często nadmiernie analizować, rozkładamy dane dzieło na części pierwsze, zapominając, o co w tym wszystkim chodzi. Dlatego też, każde pokolenie sądzi, że ich filmy z dzieciństwa były najlepsze. Dzieje się tak, ponieważ obraz taki to często sentymentalna, a zarazem wyjątkowa podróż do czasów, które już nie wrócą, do czasów, które są częścią naszej indywidualnej historii.

Nostalgia to bardzo silne uczucie i istnieje wiele pozytywnych powodów, aby spędzić trochę czasu, oddając się jej. Nawet kiedy przychodzi nam na myśl, że obrazy z czasów naszej młodości nie były zbyt dobre, to mimo wszystko kochamy je. A kochamy je, ponieważ mają one znaczenie dla nas. To emocjonalne połączenie wywołuje dobre, ciepłe wspomnienia i niezapomniane chwile spędzone w sali kinowej bądź w domowym zaciszu

Postanowiłam poddać się tej słodkiej tęsknocie za tym, co minione i wybrać pięć tytułów, które sprawiły, że z uśmiechem na twarzy wspominam nastoletnie lata i początek mojej przygody z X muzą. Z czystym sumieniem ostrzegam, że będzie to lista po brzegi wypełniona, dla nas już dziś jakże dorosłych, nieco tanim sentymentalizmem. Nie zrozumiecie mnie źle. Chciałabym, żebyście zrobili krok w bok, odrzucili poważne, filmoznawcze mówienie o kinie i przypomnieli sobie, za co pokochaliście filmy, będąc dziećmi.


Zapraszam w podróż do „kraju lat dzieciństwa i młodości”.
Przystanek pierwszy: Władca Pierścieni. Drużyna Pierścienia (2001)
Świat ekranowych emocji stał się mi bliski wraz z premierą jacksonowskiej trylogii Władca Pierścieni i nastoletniemu zauroczeniu blondwłosym elfem. Powyższe stało się przyczynkiem do coraz częstszych, z roku na rok wizyt w kinie i odkrywania potencjału, jaki drzemie w sile ruchomego obrazu. Kiedy myślę o tym dziele (jak i o całej trylogii), moja pamięć przywołuje natychmiast wiele poruszających scen, które powodują, że z utęsknieniem patrzę na półkę z filmami. Jackson wykreował na ekranie niemożliwe – w obrazie tym jest coś więcej niż dobra reżyseria czy scenariusz. W każdej minucie czuć miłość do tego materiału i ludzi, którzy go tworzyli. Film ten celebruje przyjaźń, honor, miłość, dostarczając nam jednocześnie epickich scen bitew oraz klasyczną opowieść o walce dobra ze złem. Jako dwunastolatka zostałam zauroczona i porwana olśniewającymi kadrami Śródziemia, Shire oraz Rivendell, które zapierały dech. Każda scena sprawiała, że chciałam należeć do Drużyny Pierścienia i wraz z nimi wyruszyć w niebezpieczną podróż, u kresu której zostać miał zniszczony pierścień. Rada u Elronda, pokonywanie zboczy gór, wydarzenia z Morii – wszystko to oglądałam wielokrotnie, wydając swoje kieszonkowe na wyjścia do kina (era dostępu do Internetu w moim przypadku miała dopiero nadejść, za co chwała!). Z wielkim oddaniem stworzyłam także dwa zeszyty z wszelkimi informacjami na temat trylogii – do dziś można je znaleźć w specjalnym pudle w moim pokoju.
Kiedy odłożę na bok zafascynowanie samą historią, na pierwszy plan wysuwa się On. Orlando Bloom. Pierwsze aktorskie zauroczenie, które doprowadziło mnie niespodziewanie do innej wielkiej, ale już filmowej fascynacji. O tym za chwil kilka. Natomiast Władca Pierścieni okazał się początkiem mojej wielkiej miłości do X muzy i cieszę się, że to właśnie ten obraz.

Przystanek drugi: Rocky (1976)
Rocky Balboa – mój bohater z dzieciństwa.
Trzeba przyznać, że żaden ze mnie miłośnik boksu (piłka nożna, to jest to!), a pomimo tego, kiedy po raz pierwszy oglądałam ten film w telewizji, zawładnął mną całkowicie. Koncertuje się on bardziej na bohaterach, niż na samym sporcie, ale kiedy Rocky wchodzi na ring, czujemy siłę przyciągania ruchomych kadrów i ich zniewalającą moc. Kibicujemy mu tak, jakby walka transmitowana była na żywo. Rocky to opowieść o życiu poprzez poświęcenie. Balboa stał się moim ulubieńcem, ponieważ jest postacią, która wygrywa nawet wtedy, kiedy traci. Mimo przegranej walki,  zyskuje coś więcej – miłość ukochanej, uznanie kibiców i szanse na zmianę dotychczasowego życia. Do dnia dzisiejszego z wielkim sentymentem myślę o scenach treningu, biegu przez ulice i triumfalnym wyrzucaniu rąk w górę na schodach, w Filadelfii, w tle z nieśmiertelną Gonna Fly Now, Billa Conti. Nostalgia tym większa, że czterdzieści lat po premierze Sylvester Stallone otrzymał drugą nominację do Oscara. Za Rocky’ego.

Przystanek trzeci: Powrót do przyszłości (1985)
To ten rodzaj historii, która może rozjaśnić ponure dni i wywołać uśmiech na ustach najbardziej poważnej osoby. Marty McFly podróżuje w czasie z 1985 do 1955 roku. Przyczynkiem do tych wydarzeń staje się wyjątkowa przyjaźń z Doktorem Brownem, która staje się emocjonalnym kręgosłupem całej historii. Film jest pełen zabawnych niespodzianek fabularnych i wspaniałych pomysłów. Kto jako dziecko nie chciał podróżować w czasie, a po obejrzeniu tego tytułu zasiąść za kierownicą DeLoreana i nie nazwać swojego psa Einstein? Ja zdecydowanie chciałam i wy pewnie też. Warto także wspomnieć, że wszystkie nastolatki uważają, że ich rodzice nigdy nie byli młodzi. Przecież nie rozumieją swoich nastoletnich dzieci? Marty musi zmierzyć się z tą brutalną prawdą, a na dodatek zapobiec zmianie historii jego rodziny. To filmowy bohater, którego nie da się nie lubić. A jego wykonanie Johnny B. Goode stało się niezapomnianym muzycznym momentem w historii kina.

Przystanek czwarty: Elizabethtown (2005)
W tym miejscu czas powrócić do osoby Orlando Blooma. Moje nastoletnie zauroczone, które narodziło się prawie cztery lata wcześniej doprowadziło mnie na seans najnowszego wówczas filmu Camerona Crowe’a. Jak się okazało zamiast „ochów i achów” nad urodą brytyjskiego aktora było zaangażowanie w historię Drew Baylora. Elizabethtown to opowieść afirmująca życie – mówiąca o doczesności i śmierci w sposób szczery i zaskakujący. To podróż młodego człowieka, którego los popycha w nieoczekiwanym kierunku i kobiety, która pomoże mu odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Wyprawa do rodzinnego miasta ojca całkowicie odmieni los głównego bohatera, pozwoli uporać się z wielką stratą i pokaże, iż nawet największe fiasko można przekuć w zwycięstwo. Film prowadzony jest wspaniałą muzyką, która wypływa z każdej dosłownie sceny. Muzyką, której sama na co dzień słuchałam. Tak więc, kiedy wyszłam z sali kinowej tamtego dnia, jasne było dla mnie, że rock’n’rollowa dusza Crowe’a zawładnie mną bez reszty. Niecałą dekadę później obudziłam się pewnego ranka z gotowym pomysłem na pracę licencjacką: Rola i znaczenie muzyki w filmach Camerona Crowe’a. Dwa lata później podobny poranek przeżyłam z pracą magisterką, tym razem związaną z autobiografizmem w jego filmach. Jak można się domyśleć, miłość ta trwa do dnia dzisiejszego.

Przystanek piąty: Martwica Mózgu (1992)
Początek liceum to czas, kiedy jeszcze nie do końca wyrosłam ze strachu przed horrorami i spania z zapalonym światłem po seansie, ale niesiona chęcią poznania całej filmografii Petera Jacksona, skusiłam się na powyższy tytuł. Były to czasy, w których termin gore nic mi nie mówił. Tak więc możecie sobie wyobrazić moje zdziwienie na widok lejącej się wręcz strumieniami sztucznej krwi. Tak naprawdę, każda minuta tego obrazu była dla mnie czymś zupełnie nowym – dowiedziałam się np. jak można skorzystać z kosiarki jako broni ręcznej czy co można zrobić z jelit… Film, momentami zabawny i straszny, dostarcza nam dużej dawki filmowej zabawy. Kiedy spektakl szaleństwa i obrzydliwości rozpoczyna się na dobre, odnajdujemy w nim duże pokłady komicznego geniuszu. Matka, powoli zamieniająca się w monstrualne zombie, małposzczur, dziecko zombie w scenie  z mikserem – wszystko to jest makabrycznie, zadziwiająco zabawne. Oglądasz i pytasz sam siebie: co tutaj właśnie się dzieje? Patrzysz i nie wierzysz własnym oczom.  Film ten można oglądać wielokrotnie i za każdym razem docenić coś innego, ale za pierwszym razem smakuje najlepiej.


A jakie jest twoje pięć ukochanych tytułów z młodzieńczych lat? 















Najlepszy film:
"The Big Short"
"Most szpiegów"
"Brooklyn"
"Mad Max"
"Marsjanin"
"Zjawa"
"Room"
"Spotlight"

Najlepsza aktorka w roli pierwszoplanowej: 
Cate Blanchett, “Carol”
Brie Larson, “Room”
Jennifer Lawrence, “Joy”
Charlotte Rampling, “45 lat”
Saoirse Ronan, “Brooklyn”

Najlepszy aktor w roli pierwszoplanowej:
Bryan Cranston, “Trumbo”
Matt Damon, “Marsjanin”
Leonardo DiCaprio, “Zjawa”
Michael Fassbender, “Steve Jobs“
Eddie Redmayne, “Dziewczyna z portretu”

Najlepsza aktorka w roli drugoplanowej:
Jennifer Jason Leight, “Nienawistna ósemka”
Rooney Mara, “Carol”
Rachel McAdams, “Spotlight”
Alicia Vikander, “Dziewczyna z portretu”
Kate Winslet, “Steve Jobs“

Najlepszy aktor w roli drugoplanowej:
Christian Bale, “The Big Short”
Tom Hardy, “Zjawa”
Mark Ruffalo, “Spotlight”
Mark Rylance, “Most szpiegów”
Sylvester Stallone, “Creed: Narodziny legendy”

Najlepsza reżyseria:
Adam McKay, “The Big Short”
George Miller, “Mad Max: Na drodze gniewu”
Alejandro G. Inarritu, “Zjawa”
Lenny Abrahamson, “Room”
Tom McCarthy, “Spotlight”

Scenariusz oryginalny:
"Most szpiegów"
"Ex Machina"
"W głowie się nie mieści"
"Spotlight"
"Straight Outta Compton"

Scenariusz adaptowany:

Adam McKay i Charles Randolph, "Big Short"
Drew Goddard, "Marsjanin"
Emma Donoghue, "Pokój"
Phyllis Nagy, "Carol"
Nick Hornby, "Brooklyn"

Najlepszy dokument:
“Amy”
„W krainie karteli”
„Scena ciszy”
“What Happened, Miss Simone?”
„Zima w ogniu”

Krótkometrażowy film dokumentalny:
"Body Team 12"
"War Within the Walls"
"Claude Lanzmann: Spectres of the Shoah"
"A Girl in the River: The Price of Forgiveness"
"Last Day of Freedom"

Film animowany:
"Anomalisa"
"Boy and the World"
"W głowie się nie mieści"
"Baranek Shaun"
"When Marnie Was There"

Film nieanglojęzyczny:
"Embrace of the Serpent"
"Mustang"
"Syn Szawła"
"Theeb"
"A War"

Zdjęcia:
"Carol"
"Nienawistna ósemka"
"Mad Max: Na drodze gniewu"
"Zjawa"
"Sicario"

Montaż:
"Mad Max: Na drodze gniewu"
"Big Short"
"Spotlight"
"Zjawa"
"Gwiezdne wojny: Przebudzenie mocy"

Scenografia:
"Most szpiegów"
"Dziewczyna z portretu"
"Mad Max: Na drodze gniewu"
"Marsjanin"
"Zjawa"

Kostiumy:
"Carol",
"Kopciuszek"
Dziewczyna z portretu
"Mad Max: Na drodze gniewu"
"Zjawa"

Utwór muzyczny:
"Earned it" z filmu "Pięćdziesiąt twarzy Greya"
"Manta Ray" z filmu "Racing Extinction"
"Simple Song #3 " z filmu "Młodość"
"Til It Happens To You" z filmu "The Hunting Ground"
"Writing's On The Wall" z filmu "Spectre"

Muzyka filmowa:
"Carol", Carter Burwell
"Nienawistna ósemka", Ennio Morricone
"Sicario", Jóhann Jóhannsson
"Gwiezdne wojny: Przebudzenie mocy", John Williams
"Most Szpiegów", Thomas Newman

Efekty specjalne”
"Ex Machina"
"Mad Max: Na drodze gniewu"
"Marsjanin"
"Zjawa"
"Gwiezdne wojny: Przebudzenie mocy"

Charakteryzacja:
"Mad Max: Na drodze gniewu"
"Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął"
"Zjawa"

Montaż dźwięku:
"Mad Max: Na drodze gniewu"
"Marsjanin"
"Zjawa"
"Gwiezdne wojny: Przebudzenie mocy"
"Most szpiegów"

Dźwięk:
"Mad Max: Na drodze gniewu"
"Marsjanin"
"Zjawa"
"Gwiezdne wojny: Przebudzenie mocy"
"Sicario"

Film krótkometrażowy:
"Ave Maria"
"Day One"
"Everything will be ok"
"Shok"
"Stutterer"

Krótkometrażowy film animowany:
"Bear Story"
"Prologue"
"Sanjay Super Team"
"We Can't Live without Cosmos"
"World of Tomorrow"

Starsze posty Strona główna

INsTAGRAM

INsTAGRAM

AGNIESZKA

AGNIESZKA
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Designed By OddThemes | Distributed By Blogger Templates